na zawijaski :) I ten rabarbar, o matko jak ja lubię rabarbar! Mąż mój niestety nie lubi, teściowa zamordowała dla niego ten smak, podajac mu co tydzień, a to placek z rabarbarem, a to soczek, a to kompocik....
Teraz skazana więc jestem na rabarbarową tęsknotę, lub na wciskanie się na sępa do tych, którzy coś pysznego w domu mają.
Podam Ci mój przepis na rabarbarowy kompocik, chcesz? Ja Ci podam przepis, Ty kompocik zrobisz, ja przybędę i skonsumuję ;) Co Ty na to? Mi sie taki układ bardzo podoba ;)
Kompot robi się szybko i bardzo, bardzo prosto. Bierzemy rabarbar i kroimy go w kawałki, nie za duże i nie za małe. Ot takie w sam raz.
W garnku zagotowujemy wodę, słodzimy ją kilkoma łyżkami cukru. Kiedy cukier się całkowicie rozpuści, dodajemy pokrojony rabarbar i zostawiamy na małym ogniu, by sobie troszke "popykał"
Pod koniec gotowania dodajemy kapke cynamonu, krztynke wanilii i kilka kropel soku z cytryny
Teraz przelewamy do dzbanka, chłodzimy i już. Można dodac kostki lodu.
Pyszny, orzeźwiający napój na letnie upalne dni gotowy.
To jak, zrobisz? ;)
A.A.
ps. Jutro jedziemy na wycieczkę. Trzymaj kciuki by nie lało :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Owocowe łakocie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Owocowe łakocie. Pokaż wszystkie posty
piątek, 20 maja 2011
niedziela, 2 stycznia 2011
zimowe plenery i letnie ciasto
Szczęśliwego Nowego Roku! Niech się zrealizują wszystkie plany i spełnią marzenia! Twoje, Aguś, i wszystkich tych, którzy tu do nas wpadają :-)) Zdrowia, szczęścia, pomyślności!
Pierwszy dzień 2011 powitał nas słońcem i zachęcił do spaceru. Świerklaniecki park był prawie pusty, nie licząc przemykających gdzieniegdzie ludków z kijkami albo na biegówkach. Ci to mają zdrowie, he he.
Śnieg przysypał oblegane latem ławeczki, huśtawki i budki z hot-dogami. Stawy zamarzły, widziałam nawet ślady butów na ich skutych lodem powierzchniach, ale ja bym się nie odważyła. Tchórz ze mnie, a może po prostu - lubię być zdrowa i żywa ;-))) I nie lubię zimnej wody!!! Obserwowaliśmy ślady zwierząt, wypatrywaliśmy budek dla ptaków, a ja - jak zwykle - wróciłam z łupami: szyszkami i znalezionymi w śniegu gałązkami, które postrącał wiatr.
Kiedy wracaliśmy, zaczął wiać bardzo zimny wiatr i zrobiło się ponuro. Rozgrzaliśmy się gorącą herbatą i zrobiliśmy sobie, na przekór pogodzie i porze roku, bardzo letnie ciasto: biszkoptową roladę z galaretką.
Podam Ci poniżej przepis, bo jest bardzo łatwa, letnia i pyszna.
BISZKOPTOWA ROLADA Z GALARETKĄ.
biszkopt:
6 jaj
6 łyżek cukru
6 łyżek mąki (moze być pół na pół pszenna z ziemniaczaną)
żadnych spulchniaczy i proszków nie dodajemy, bo nie chcemy, żeby ciasto wyrosło - ma być cienkie :-)
nadzienie:
1 opakowanie galaretki truskawkowej i - opcjonalnie - mrożone (w sezonie świeże, wiadomo!) truskawki :-)
Galaretkę rozpuszczamy w 1,5 szklanki wody i odstawiamy do prawie całkowitego stężenia. Jeśli mamy mrożone truskawki - wrzucamy od razu, do gorącej galaretki.
Przygotowujemy biszkopt: białka ubijamy na sztywno z cukrem, potem dodajemy po 1 żółtku, mieszamy, a następnie po łyżce mąki - delikatnie łączymy.
Masę trzeba wylać na wyłożoną papierem blaszkę - taką z piekarnika, warstwa będzie cienka, jakieś pół cm.
Pieczemy w 180 stopniach 15-20 minut.
Gorące ciasto wykładamy na lekko wilgotną ściereczkę i zdejmujemy papier. Rolujemy biszkopt razem ze ścierką i zostawiamy do wystygnięcia.
Kiedy galaretka już nam prawie-że-stężeje, rozwijamy biszkopt i wykładamy ją tak mniej więcej na połowę ciasta (może troszkę więcej): trzeba pamiętać, że w trakcie rolowania galaretka będzie się próbowała wydostać z każdej strony, a najwięcej z tej, w którą rolujemy, więc dlatego tam zostawiamy najwięcej miejsca bez galaretki. Na pozostałych 3 bokach - jakieś 2 cm.
Po zrolowaniu, zawijamy roladę w ściereczkę i odstawiamy do lodówki, na co najmniej godzinę.
Smacznego!
AL
wtorek, 2 listopada 2010
nietoperze w cieście
Strasznie mi się podoba to, co napisałaś o około-pierwszo-listopadowych zwyczajach i muszę Ci powiedzieć, że zdecydowanie wolę w ten szczególny czas naszą polską zadumę, niż występy spod znaku świecącej dyni. Wyobraź sobie, że w niedzielę przed 1 listopada, chodziły u nas grupki dzieciaków, wołające hamerykańskim zwyczajem „słodycze albo psikus!”, przy czym psikusem było rozsypanie mąki pod drzwiami tego, kto słodyczy odmówił. Ja się do drzwi nawet nie pofatygowałam, więc zostawiono je w spokoju, ale sąsiedzi z naprzeciwka musieli powalczyć wieczorem z miotłą i odkurzaczem. Nie podoba mi się to nic a nic. Z dwojga złego już chyba wolę Walentynki.
Jak tak czytałam o tych chlebkach za modlitwy, przypomniał mi się cygański zwyczaj przynoszenia na groby jedzenia i picia, i wspólnego ucztowania. Szkoda, że nigdy nie udało mi się tego zobaczyć, zawsze tylko coś-gdzieś słyszałam/czytałam. Niesamowite jest to wszystko.
Ale!
O nietoperzach miało być. No.
Nie pytaj mnie, dlaczego mój mąż nazwał odkryty przeze mnie niedawno deser nietoperzami w cieście, ale jak się domyślasz, nazwa ta przylgnęła już na wieki. Tak naprawdę jest to stara, kaszubska potrawa, nazywana przez NORMALNYCH ludzi kuglami i nie jest to nic innego, jak całe jabłko, owinięte w drożdżowe ciasto i zapieczone w piekarniku. Pycha! Przepis pochodzi z programu Atelier smaku i jest zamieszczony TUTAJ.
Esencję różaną darowałam sobie, a jabłka też nie były takie małe – wyszło mi 6.
Polecam bardzo!
Jabłka przed owinięciem w ciasto można wydrążyć nieco i napchać tam żurawiny albo orzechów z miodem. Tzn. nie wiem czy przepis to dopuszcza i czy to nadal będą kugle, ale poeksperymentować zawsze można, nie? Takie nietoperze na bogato, hehe.
pees. Ciasta na pierniki jeszcze nie nastawiłam. Mam jakiś przepis (ratuj się kto może! Nic mi ostatnio z tych przepisów nie wychodzi, o czym w kolejnej notce), wg którego ciasto nastawia się na 5 tyg. przed świętami, ale znając życie i tak zapomnę to zrobić. Obejrzałam sobie za to wczoraj Ominąć święta i jak zwykle spłakałam się ze śmiechu przy tańczącej panience z solarium i kiedy Luther postanowił odmłodzić się botoksem. Nie zapytam, czy już widziałaś ten film w tym roku, tylko – ile razy??? ;-)))
pees 2. Czy Ty masz może jakiś sprawdzony przepis na bulion warzywny? Taki, na którym można ugotować dobrą zupę? Bo rosół u mnie odpada, a kostki rosołkowe to jednak przestępstwo trochę, nie? Chociaż ja, niestety, niestety, używam.
pees 2. Czy Ty masz może jakiś sprawdzony przepis na bulion warzywny? Taki, na którym można ugotować dobrą zupę? Bo rosół u mnie odpada, a kostki rosołkowe to jednak przestępstwo trochę, nie? Chociaż ja, niestety, niestety, używam.
Twoja AL
niedziela, 10 października 2010
Czy Twój Dom ma swój jesienny zapach?
Bo mój ma. Co roku, każdej jesieni pachnie u mnie tak samo. Zawsze ciepło, słodko, cynamonowo. Na stole pysznią się jabłka i śliwki, mąż łupie sobie orzechy, a Kot wyleguje się na nagrzanym ostatnimi promieniami słońca parapecie. To są niedziele, jakie najbardziej lubię. Dzisiejsza właśnie taka była, zaczęła się poranną sesja w parku ( wymarzłam okrutnie, wiesz, że temperatury mamy już nawet poniżej zera? dziwnie chłodne babie lato w tym roku przyszło), a po powrocie gorąca kawa z ciepłą szarlotką. Muszę powiedzieć, że szarlotka tym razem, wyszła mi wyjątkowo smaczna. Dość powiedzieć, ze wczoraj późnym wieczorem ją upiekłam, a teraz nie ma już ani kawałka :)
Podam Ci przepis, bo wiem, że tez lubisz :) I może Mikusiowi posmakuje :)
Do tej szarlotki potrzebne są:
- 2 szklanki mąki ( najlepiej krupczatki )
- 2 jajka całe
- 2 żółtka
- 1 szklanka cukru pudru
- kostka masła
- 4 duże jabłka ( najlepiej antonówki, lub szare renety )
- cynamon, imbir, mielone goździki
- 2 łyżki proszku do pieczenia
- łyżka kwaśnej śmietany
- duża łyżka miodu
- trochę cukru do posypania wierzchu ciasta
Na stolnice wysypujesz wymieszaną z proszkiem do pieczenia mąkę, do tego dosypujesz cukier puder, dodajesz jajka i żółtka i posiekane masło. Wyrabiasz ciasto, aż będzie gładkie, zawijasz je w folię i na godzinę wstawiasz do lodówki.
W tym czasie obierasz jabłka, kroisz w kawałki, zasypujesz cukrem, dodajesz cynamon, imbir i goździki i smażyć tak jak konfiturę na małym ogniu, pilnując by nie wszystkie jabłka się rozpadły.
Okrągłą tortownice smarujesz tłuszczem i podsypujesz bułką tartą. Schłodzone ciasto wyjmujesz z piekarnika, wałkujesz, wykładasz kawałek na dno i boki tortownicy. Teraz nakłuwasz spód widelcem i wstawiasz do piekarnika nagrzanego do 180 st na ok 10 minut.
Po podpieczeniu spodu, wyjmujesz tortownicę z piekarnika, wykładasz do środka usmażone jabłka i przykrywasz resztą ciasta. Pieczesz w piekarniku kolejne 30 minut.
Po upieczeniu podsypujesz cukrem pudrem i już :)
Najsmaczniejsza jest kiedy jest jeszcze ciepła :)
Smacznego :)
A.A.
Podam Ci przepis, bo wiem, że tez lubisz :) I może Mikusiowi posmakuje :)
Do tej szarlotki potrzebne są:
- 2 szklanki mąki ( najlepiej krupczatki )
- 2 jajka całe
- 2 żółtka
- 1 szklanka cukru pudru
- kostka masła
- 4 duże jabłka ( najlepiej antonówki, lub szare renety )
- cynamon, imbir, mielone goździki
- 2 łyżki proszku do pieczenia
- łyżka kwaśnej śmietany
- duża łyżka miodu
- trochę cukru do posypania wierzchu ciasta
Na stolnice wysypujesz wymieszaną z proszkiem do pieczenia mąkę, do tego dosypujesz cukier puder, dodajesz jajka i żółtka i posiekane masło. Wyrabiasz ciasto, aż będzie gładkie, zawijasz je w folię i na godzinę wstawiasz do lodówki.
W tym czasie obierasz jabłka, kroisz w kawałki, zasypujesz cukrem, dodajesz cynamon, imbir i goździki i smażyć tak jak konfiturę na małym ogniu, pilnując by nie wszystkie jabłka się rozpadły.
Okrągłą tortownice smarujesz tłuszczem i podsypujesz bułką tartą. Schłodzone ciasto wyjmujesz z piekarnika, wałkujesz, wykładasz kawałek na dno i boki tortownicy. Teraz nakłuwasz spód widelcem i wstawiasz do piekarnika nagrzanego do 180 st na ok 10 minut.
Po podpieczeniu spodu, wyjmujesz tortownicę z piekarnika, wykładasz do środka usmażone jabłka i przykrywasz resztą ciasta. Pieczesz w piekarniku kolejne 30 minut.
Po upieczeniu podsypujesz cukrem pudrem i już :)
Najsmaczniejsza jest kiedy jest jeszcze ciepła :)
A.A.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






