Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jedz i chudnij. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jedz i chudnij. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 czerwca 2011

Dzisiaj będzie bardzo letnio

i owocowo :) Wróciły bowiem ciepłe dni, więc na obiado-kolację zarządziłam chłodnik. Tradycyjny, z botwinką
Przepis jest bardzo prosty, na dość spora ilosć chłodnika, tak na 4 dorosłe osoby, potrzeba będzie 2 pęczków botwinki, po jednym pęczku koperku i natki pietruszki, 2 ząbki czosnku, 3 spore ogórki i 2 litry kefiru, maślanki lub jogurtu (albo mieszanki tychże, jak kto lubi)

Botwinkę myjemy, obieramy i trzemy na tarce o grubych oczkach. Czerwone końce liści drobno kroimy. Zalewamy w garnku 2 szklankami wody, dodajemy kostkę rosołową (jeśli ktoś lubi) i gotujemy aż zmięknie.

Potem studzimy.

W tym czasie umyte i obrane ogórki trzemy na tarce, kroimy koperek i natkę, zgniatamy czosnek. Mieszamy razem w misce, delikatnie solimy do smaku. Dodajemy do wystudzonej botwinki, mieszamy, zalewamy kefirem. Mieszamy, doprawiamy pieprzem i już. Gotowe.

Pyszna, chłodna bomba witaminowa :)

Smacznego:


To naprawde jedna z moich ulubionych letnich zup. A do tego jest bardzo Polska. A ja, jak wiesz, lubię i popieram polskie  tradycje kulinarne :)
Twoja A.A.

ps. jak tam pierogowanie? Założę się, ze było przepysznie :)

piątek, 28 stycznia 2011

Smacznie i zdrowo - a co!

Aguś,
dzięki za przepis na pyszną sałatkę. Tego właśnie mi trzeba. Aczkolwiek - ciasto też wygląda bardzo kusząco, hehe ;-)

Ja też mam dla Ciebie trochę witamin na talerzu. Napisałam tego posta już wcześniej i czekał na zdjęcia, jednak z powodu chwilowego braku bakłażanów w mojej lodówce oraz sklepie LIDL, musi jeszcze trochę powisieć sautè ;-) Ale uzupełnię, słowo zucha!

Chyba wiesz, nie przepadam za zupami, ale jest kilka takich, które mogłabym jeść naokrągło. Należy do nich zupa z pieczonych warzyw. Niestety, bij, zabij, nie przypomnę sobie, skąd ja ten pomysł mam, ale na pewno nie jest mój. Aczkolwiek, możliwe, że kiedyś bym na niego wpadła, w końcu większość przepisów to własność ogólnonarodowa, każdy gotujący próbuje, wymyśla, eksperymentuje i trudno sprawdzać za każdym razem czy ktoś już podobnego przepisu nie udostępnił. 
Wracając do zupy, zasada jest prosta: pieczemy warzywa w piekarniku, z dodatkiem oliwy, soli, ziół i czosnku. Następnie miksujemy z niewielką ilością wody albo bulionu - i już! Można dodać przecieru albo pomidorów z puszki. Mój ulubiony zestaw warzyw to: 2 cukinie, bakłażan, czerwona papryka i cebula. Piekę je z dobrą oliwą albo olejem 3 ziarna, solą, czosnkiem i oregano. Następnie miksuję z puszką pomidorków albo - w sezonie - ze świeżymi pomidorami. Pyszka! W wersji dla nie-dietujących można pokusić się o jakieś dodatki, np. grzaneczki.
Iiiiiiiii skoro już zahaczyłyśmy w naszej rozmowie o sałatki, to proszę bardzo, dwie do kolekcji, akurat robiłam wczoraj wieczorem:


SAŁATKA BROKUŁOWA - może być też daniem obiadowym :-)

brokuł - różyczki, lekko podgotowane - układamy na dużym, płaskim talerzu
brokuła posypujemy pokrojonym w kostkę serkiem feta albo bałkańskim
można dodać pokrojoną w paseczki szynkę
polewamy całość sosem jogurtowo - czosnkowym (jogurt naturalny + sól + pieprz + czosnek)
posypujemy: garścią uprażonych na patelni pestek dyni i słonecznika oraz garścią suszonej  żurawiny.
Dookoła talerza można ułożyć ćwiartki pomidorków koktajlowych.

SAŁATKA Z MAKARONEM - tę też można zjeść na obiados, ale ma trochę nie lubianych przez Ciebie składników ;-)

makaron z semoliny, np. krótkie rurki, 2-3 garście, ugotować al dente
puszka dobrego tuńczyka w kawałkach, w sosie własnym
garść czarnych oliwek, pokrojonych w krążki
pomidorki koktajlowe (na ćwiartki albo połówki)
rucola - sporo, ze dwie duże garście - posiekać jak pietruszkę!
wszystko wymieszać z sosikiem: sok z połowy cytryny, 2-3 łyżki dobrej oliwy, sól, pieprz, płatki papryczki chilli - odrobina.



no!

Twoja A.L.

czwartek, 27 stycznia 2011

Obiecałam

więc prosze bardzo :) Żeby mi nikt potem nie zarzucił, że ja nic tylko słodkości jem ( choć chciałabym, nie powiem, że nie ;) )

Mój zrobiony przed chwilką, obiad na jutro "do pracy"


Błyskawiczna i przepyszna sałatka z fetą.

Kapustę pekińską kroimy w małe kawałki, dodajemy warstwowo pokrojoną w kostkę czerwona paprykę. Na sam koniec dodajemy pokrojony ser feta. Wszystko razem polewamy sosem ( oliwa z oliwek, sól, pieprz, papryka suszona i odrobina ostrego chilli )
mieszamy dokładnie i odstawiamy żeby sie przegryzła.
Wspaniale smakuje z grzankami ziołowymi, jednak ja na razie nie jem pieczywa, więc nie robiłam :)
Ale polecam z całego serca, bo pysznie razem smakuje.

To tak na szybciutko, więcej napiszę w sobotę :)

Twoja, ziewająca już jak smok, A.A.

ps. nabyłam sobie nowy telefon i nijak nie umiem go obsługiwać. Tak to jest jak się człowiek da mężowi namówić na gadżet, którego tak naprawdę nie potrzebuje ;)

piątek, 15 października 2010

Uwielbiam sałatkę Pani Danusi!

Robię ją zdecydowanie częściej niż inne sałatki, z tym, że ja dodaję z kolei głównie białą, mniej ostrą część pora, a jogurt mieszam pół na pół z majonezem kieleckim :-) Dziś na śniadanie też mam sałatkę, ale inną: z jajka, ogórka zielonego i paluszków krabowych. Bez pieczywa, ze względu na to jajko (a raczej żółtko) i majonez.
Co do wzmożonego jesienną porą apetytu, to u mnie to zjawisko nie występuje, albowiem ja dobry apetyt mam zawsze. Nigdy przenigdy nie zdarzyło mi się najeść marchewką, kalarepką, jabłkiem czy też chłodnikiem - ile ja bym dała, żeby tak było. Ale nie. A'propos jesiennych klimatów - właśnie zostałam obdarowana pięcioma cudnej urody dyniami ozdobnymi i  myślę, jak by tu je zaaranżować. Czasu na myślenie jest dużo, wszak dziś piąteczek! Wieczorem planuję zaszczepić się winem, w miłym towarzystwie :-)

Twoja AL

No i znowu

zrobiłam się głodna. Zdecydowanie nie powinnam u wchodzić i czytać Twoich przepisów, zanim zjem śniadanie ;) A propos śniadań, za oknem chyba powoli nastała ta brzydsza jesień, jest zimno, szaro i buro, a do tego od świtu pada deszcz, więc mój organizm od razu przestawił się na tryb "większego zapotrzebowania". Też tak masz? Jak jest ciepło, mogłabym żyć na soczku i chłodniku ogórkowym, proszę bardzo, głodu nie czuję, raczej jedynie ochotę na owoce. Natomiast jak tylko temperatura spada w okolice zera, natychmiast chce mi się jeść. I  jak tu z nadwagą walczyć, kiedy nie dość, ze chce się jeść, to jeszcze zupełnie nie chce się ćwiczyć ;)
Rozmyślałam więc wczoraj, nad jakimś kompromisem śniadaniowym i jedyne co mi przyszło do głowy to sałatki. Zacznę od sałatki Pani Danusi, dopóki jeszcze są smaczne ogórki zielone.
Jak wiesz, sałatkę tę wymyśliła kilka lat temu, przyjaciółka mojej Mamy, Pani Danusia. Od razu sałatka stała się przebojem, nie tylko imprez rodzinnych, ale i u wszystkich znajomych, którzy sałatkę próbowali. No i wydaje mi się, ze przepis ten potwierdza regułę, ze im prościej, tym smaczniej, prawda?
Żeby zrobić Sałatkę Pani Danusi trzeba mieć:
ładnego dużego pora
ser feta, lub feto-podobny
2 ogórki zielone (szklarniane)
mały jogurt naturalny

Ogórki obieramy ze skórki, kroimy w kostkę ( zostawiając gniazda nasienne), fetę kroimy w większą kostkę, mieszamy z ogórkami w miseczce. Pora kroimy dość cienko ( część białą i zieloną w zależności od upodobań, ja kroję głównie zieloną ), mieszamy z ogórkiem i fetą. Doprawiamy solą i pieprzem, dodajemy 2 duże łyżki jogurtu i gotowe
sałatka jest dość ostra w smaku już dzięki dodaniu pora, dlatego należy uważać z pieprzem.
To jest zdecydowanie jedna z moich najulubieńszych sałatek

Smacznego
A.A.

czwartek, 14 października 2010

bakłażany i kociołek

Lubię mieć w lodówce cukinie i bakłażany, bo stwarzają one mnóstwo kulinarnych możliwości. W zasadzie można z nich zrobić prawie wszystko - od przystawek, poprzez zupy, placki, zapiekanki - aż do deserów (takie cukiniowe ciasto na ten przykład - mniam!). A kiedy człowiek dodatkowo jeszcze  montiniakuje, warzywa te stają się wręcz nieodzowne. Wczoraj zapiekłam z serem krążki bakłażana, a dziś zrobiłam "kociołek", do którego wtarłam (na dużych oczkach) cukinię. Taki kociołek to strasznie fajna rzecz, bo nie dość, że szybki i pyszny, to jeszcze pomaga wysprzątać lodówkę przed większymi zakupami. Ja miałam do dyspozycji pokrojone piersi kurczaka, które podsmażyłam na rumiano z dodatkiem czosnku, kardamonu, imbiru, soli i pieprzu cayenne. Potem dodałam ćwiartki pieczarek, wspomnianą wcześniej startą cukinię i dwie pokrojone w dość grube paski czerwone papryki. Całość podlałam niewielką ilością wody i gotowałam na małym ogniu jakieś 15-20 minut. Następnie dodałam przecier pomidorowy i kukurydzę z puszki, razem z zalewą. Koniec przepisu. Wariacje - dowolne. Smacznego...

i dobranoc :-))))))

AL

wtorek, 12 października 2010

tak, tak

wszystko jest prawie nietuczące, pod warunkiem, że konsument jest w stanie na jednym kawałku poprzestać ;-) Ale ten konkretny konsument, czyli mła, nie jest w stanie. Więc lepiej, żeby nic do gęby nie brał ;-) Na szczęście mesje Montniak zadbał o to, żeby na diecie głodnym nie chodzić i tak proszę bardzo, wczoraj miałam na obiad:

MAKARON RAZOWY Z CUKINIĄ I POMIDORAMI
od tego NAPRAWDĘ się nie tyje, a wręcz chudnie, co sprawdziłam na własnej... ekhem...skórze ;-)
cukinkę (polecam zakup w Lidlu) należy umyć, pokroić na półplasterki i podusić na oliwie z oliwek
następnie dodajesz pokrojone pomidorki, dużo czosnku i ulubione przyprawy
to wszystko jeszcze chwilę dusisz w rondelku/na patelni
i wykładasz na wcześniej ugotowany makaron.
Jesz, ile chcesz
Pyszka!

Gratuluję zakupu muffinkowych foremek, hihi!
To baaardzo przydatna rzecz również dla dietujących, bo można sobie coś tam ukręcić z mąki pp albo zrobić babeczki jajeczno-szpinakowe. Dla nie-dietujących przydatne są one tym bardziej, albowiem łatwo, szybko i przyjemnie można zrobić dowolne ciastka z dowolnymi dodatkami. Zasada jest tylko jedna: osobno trzeba wymiąchać sypkie składniki, osobno - płynne i potem połączyć je BYLE JAK. Bylejakość jest tu bardzo ważna - muffinkowej masy nie wolno miksować ani ucierać. Bo to już nie będzie TO. Moje ukochane muffiny to czekoladowe wg Nigelli Lawson i z batonikami kinder bueno. Bardzo polecam te przepisy do wypróbowania. Największą jednak furorę zrobiły nie muffiiny, a mini serniczki, pieczone w muffinkowych foremkach. i wcale się nie dziwię - są pyszne i oryginalne. 

No ale - dla mnie dziś brokuły z serkiem, szynką, słonecznikiem i sosem jogurtowo - czosnkowym.
Bu.
Pees: co do gołąbków, to ja akurat nie przepadam, wolę kotleciki mięsno-ryżowo-kapuściane. No i zawijać by mi się tego nie chciało za nic!